"Fotografując, staraj się pokazać to, czego bez ciebie nikt by nie zobaczył" - Robert Bresson
25 lutego 2011
Elektrownia Młoty
Budowę rozpoczęto w 1972r. od drążenia sztolni próbnych, w 1975r. prace przerwano z powodu reformacji podziału administracji PRL-u w wyniku, czego przestał istnieć inwestor przedsięwzięcia. W 1976r. prace wznowiono, ale z powodu skromnych funduszy posuwały się bardzo powoli. W 1979r. po uchwale rady ministrów elektrownia w Młotach trafiła do planu centralnego a w ślad za tym kredyty bankowe. Prace przy budowie nabrały tempa, zaczęto drążyć sztolnie badawcze, pomocnicze oraz trzy tunele derywacyjne, którymi miała spływać woda z górnego zbiornika do dolnego napędzając turbiny. W 1981r. narastająca niewydolność polskiej gospodarki osiągnęła maksimum w wyniku, czego władze PRL-u postanowiły wstrzymać wiele inwestycji m.in. budowę elektrowni. W tym czasie roboty górnicze wykonane już były w 60% (wykonano około 3 km korytarzy). W 1985r. wzmocniono tunel obiegowy obudową żelbetową a zaawansowanie robót górniczych na koniec 1986r. szacowano na około 70%. W latach 1988-89 zakończono prace zabezpieczające a wszelkie prace budowlane zostały wstrzymane do odwołania. W latach następnych kilkakrotnie powoływano różne spółki, które miały dokończyć budowę elektrowni, ale po przeprowadzaniu analiz żadne prace nie były podejmowane.
Najdłuższe tunele kolejowe w Polsce pod Małym Wołowcem
Tunele pod Małym Wołowcem – najdłuższe tunele w Sudetach i w Polsce. Są to dwa równoległe, proste, stopowe, jednotorowe, tunele kolejowe wydrążone pod Małym Wołowcem (720 m n.p.m.). Pierwszy tunel o długości 1560 m wydrążono w latach 1876-1879. Drugi równoległy o rekordowej długości 1601 m, wydrążono w latach 1907-1912. Wlot tuneli położony jest na wysokości 540 m n.p.m., a wylot na poziomie 535 m n.p.m. Maksymalna głębokość tuneli od powierzchni wynosi 181 m. Tunele wykonano w obudowie murowej z bloczków kamiennych, częściowo z cegły klinkierowej, a miejscami z wstawkami elementów obudowy żelbetonowej. Portale wlotów do tunelu wykończono w obudowie kamiennej z klińców. Kształt tuneli eliptyczny, szerokość 4,8 m, wysokość 5,8 m. W ociosach tuneli wykonano kilkanaście wnęk ucieczkowych i rewizyjnych układu odwadniania tuneli. W celu odprowadzenia spalin w połowie tunelu wydrążono w skale szyb wentylacyjny (komin) służący do przewietrzania, a między równoległymi tunelami wykonano pięć przecinek łączących (z czego do dziś trzy pozostały drożne), które jednocześnie stanowią wnęki awaryjne.
Kopalnia złota w Złotym Stoku
Najstarsze prace wydobywcze prowadzono w okolicach Złotego Stoku już około 2000 lat p.n.e. Od tego czasu aż do lat dzisiejszych zdołano wydrążyć przeszło 300 km sztolni, szybów i chodników rozmieszczonych aż na 21 poziomach. Pierwszy zapis o prowadzonych tu robotach górniczych pochodzi z 1273 r. Kopalnie złotostockie przez wiele lat przechodziły z rąk do rąk, prace górnicze trwały jednak nieprzerwanie, a ich efektywność sprawiła, że w XV w. szczyciły się rangą najbardziej wydajnych na Śląsku.
Pierwsza połowa XV w. nie była szczęśliwa dla Złotego Stoku. Przez miasto przetoczyły się wojny husyckie (1419-1434), niosąc ze sobą liczne zniszczenia i pożary. Dopiero względna stabilizacja drugiej połowy XV w. przyniosła możliwość odbudowy i rozwoju miejscowości. W 1484 r. ustanowiono tu Urząd Górniczy, a w 1491 r. nadano miastu herb, sztandar i prawo wolności górniczej.
Największy rozkwit górnictwa złota przypadł w Złotym Stoku na początek XVI w. W 1507 r. przeniesiono tu z Ząbkowic Śląskich mennicę książęcą i zaczęto bić złote dukaty. Przyniosło to wzrost rangi miasta i wymierne korzyści finansowe. W drugiej dekadzie XVI w. zaczęły tu inwestować europejskie spółki górniczo-hutnicze. W tym czasie ze swoich prawie 200 kopalni Złoty Stok dostarczał około 8% całej europejskiej produkcji złota. Za intensywnym rozwojem wydobycia nie szedł jednak równie intensywny postęp techniczny, a rabunkowa gospodarka i maksymalne nastawienie na zyski doprowadziły do wielu tragicznych katastrof górniczych. Jedną z największych było zawalenie się głównego szybu w sztolni "Złoty Osioł", głębokiego na 72 m. Zginęło wtedy 59 górników. Zawał nigdy nie został usunięty i nigdy też nie odnaleziono szczątków ofiar. Tragedia "Złotego Osła" była początkiem złej passy, która doprowadziła do wycofania się spółki Fuggerów z dalszych inwestycji w Złotym Stoku.
Sławę kopalniom złotostockim przyniósł pierwszy na świecie odstrzał skał przy pomocy czarnego prochu strzelniczego (1612 r.). Zła passa jednak trwała przez kolejne lata. Liczne katastrofy górnicze, pożary i zarazy, z których największa pochłonęła 1100 ofiar, znacząco zrujnowały miejscowość. Po zniszczeniach wojny trzydziestoletniej (1618-1648) miasto chyliło się już ku upadkowi. Przełom przyniosło dopiero osiedlenie się w Złotym Stoku Hansa Schärffenberga - aptekarza i alchemika. Po wielu eksperymentach udało mu się opracować proces odzyskiwania arszeniku z rud arsenowych. Złoty Stok na ponad 100 lat stał się głównym światowym dostawcą arszeniku. Krótkowzroczna polityka potomków Schärffenberga doprowadziła jednak do wyczerpania się zapasów rudy i upadku kopalni oraz huty.
Górnictwo złota reaktywowano dopiero po wojnach prusko-austryjackich. W 1848 r. opracowana została tańsza metoda produkcji złota, polegająca na chlorowaniu wyprażonej rudy i wyługowywaniu czystego metalu ze związków chlorkowych. Metodę tę zastosował w Złotym Stoku Wilhelm Güttler, który po przerobieniu całego surowca, w 1883 r. wykupił wszystkie tereny górnicze. Własność tę utrzymywali jego spadkobiercy aż do 1945 r. Właśnie dzięki ich staraniom, w 1900 r. wybudowano linię kolejową, łączącą Złoty Stok z Kamieńcem Ząbkowickim, co niewątpliwie przyczyniło się do znacznego rozwoju przemysłowego miasta. Jego spadkobiercy utrzymywali tę własność aż do 1945 r. Za ich rządów wprowadzono wiele nowinek technicznych, a wśród nich kolejkę elektryczną, transportującą urobek udostępnioną dziś do zwiedzania sztolnią "Gertruda".
Działania II wojny światowej nie przyniosły zniszczeń w kopalni, a po jej zakończeniu Niemcy przekazali całość władzom polskim w stanie nienaruszonym. Pracę w kopalni podjęli górnicy, sprowadzeni tu z Górnego Śląska. W laboratorium przez pewien czas pracował jeszcze niemiecki pracownik, który szkolił nowych użytkowników w prawidłowej obsłudze urządzeń. W 1948 r. wszczęto poszukiwania nowych złóż. W 1962 roku z niewyjaśnionych dotąd przyczyn "odgórnym zarządzeniem" zakończono działalność górniczo-hutniczą w Złotym Stoku. Decyzja ta budzi poważne wątpliwości, gdyż kopalnia przynosiła urobek roczny na poziomie 20-30 kg złota, dopiero w 1961 roku spadł nagle, z niewyjaśnionych przyczyn do 7 kg.
Kopalnia na skutek naturalnej cyrkulacji wody, której już nie odpompowywano, została w krótkim czasie całkowicie zatopiona. Na przestrzeni całego okresu wydobywczego, tj. w ciągu ponad 700 lat, wydobyto w Złotym Stoku ok. 16 ton czystego złota. Okres opuszczenia kopalni trwał 35 lat. W końcu postanowiono, że niektóre korytarze warto udrożnić i udostępnić dla ruchu turystycznego. Głównym pomysłodawcą i realizatorem przedsięwzięcia był ówczesny burmistrz Złotego Stoku mgr Wiktor Lubieniecki. Po 5 latach prac 28 maja 1996 roku uruchomiono Podziemną Trasę Turystyczną "Kopalnia Złota".
Etykiety:
Dolnośląskie,
Kopalnia,
Muzeum,
Tunele,
Turystyka
Pałac Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim
Imponujące pod względem rozmachu romantyczne zamczysko powstało z inicjatywy skandalizującej księżnej niderlandzkiej Marianny Luisy Orańskiej, która po odziedziczeniu ogromnego majątku po swojej matce, królowej Wilhelminie, i pomnożeniu go poprzez prestiżowe małżeństwo z synem króla Prus, wybrała Kamieniec jako miejsce dla swej wytęsknionej rodzinnej rezydencji. Na jej decyzję wpływ miały przede wszystkim niepodważalne walory krajobrazowe okolicy, ale również swoisty romantyczny historyzm, bowiem z kamienieckim przyczółkiem wiązały się przekazy o polskiej księżniczce i księciu ziębickim, ich wielkiej miłości, spełniającej się w legendarnej warowni, stojącej rzekomo na wybranej przez Mariannę Zamkowej Górze. Postępom przy pracach budowlanych od początku towarzyszyły mniej lub bardziej kłopotliwe perturbacje. W 1844 obiekt nakryto dachem. Rozpoczęte w roku 1845 prace przy wykończeniu wnętrz ciągnęły się znacznie dłużej niż to pierwotnie planowano. Europejska rewolucja (1846) oraz skandal na dworze i będąca jego efektem separacja książęcych małżonków sprawiły, że Marianna straciła zainteresowanie zamkiem, lecząc smutki w podróżach na Bliski Wschód, do Włoch i Francji. Po powrocie z zagranicznych wojaży i ponownych odwiedzinach Kamieńca w październiku 1853 księżna zarządziła wznowienie robót, które w zasadniczej fazie trwały przez następne cztery lata. W październiku 1857 gmach był już gotowy na przyjęcie gospodarzy - Marianna spędziła tam wówczas swoje pierwsze dni, ze względu na skomplikowaną sytuację osobistą w pałacu przebywała jednak krótko. Pomimo (incydentalnej) obecności lokatorów wciąż w realizacji było szereg prac wykończeniowych w górnych partiach budowli, w kaplicy, mauzoleum, stajniach oraz przy budowie basenu. Oficjalne zakończenie prowadzonych przez ponad 30 lat, kosztujących łącznie około jednego miliona dukatów tj. równowartość blisko 3 ton złota, zabiegów budowlanych miało miejsce w zamkowych ogrodach 8 maja 1872 roku i związane było z uroczystym odsłonięciem Victorii, symbolu zwycięstwa w dopiero co zakończonej wojnie z sąsiednią Francją.
W kwietniu 1873 roku Marianna podarowała Kamieniec swemu młodszemu synowi Albrechtowi von Hohenzollern - był to prezent ślubny dla Albrechta i jego nowej żony, księżniczki Marii von Sachsen Alteenburg. Przez blisko kolejnych 70 lat gmach znajdował się w rękach wspomnianej pary i ich potomków, aż do roku 1940, kiedy zmarł ostatni z przedstawicieli prostej linii rodu. Pałac pełnił wtedy rolę letniej siedziby Hohenzollernów, a w okresie zimowym jego wnętrza, park i tarasy udostępniano turystom. Po śmierci Fryderyka Henryka von Hohenzollern Kamieniec Ząbkowicki odziedziczył książę Waldemar Pruski, który wraz ze swoją żoną Kalikstą mieszkał tam do maja 1945, po czym uciekł do rodzinnej Bawarii. Jednak już trzy lata wcześniej rezydencję przejęła w swoje nazistowskie łapy paramilitarna frakcja Todta i sprawnie przekształciła ją w olbrzymi magazyn przejściowy, skupiający zwożone z całego Śląska, ale również i z naszego Wawelu, zabytki oraz dzieła sztuki. Tuż przed nadejściem Ruskich większą część zbiorów pospiesznie ewakuowano wgłąb Niemiec, a to co zostało (ok. 15 wagonów), niedługo potem pojechało w kierunku Moskwy. Po zorganizowanej grabieży zimą 1946 roku Rosjanie w akcie zemsty za okrucieństwa Hitlera podpalili pałac i zagrozili okolicznej (jeszcze niemieckiej) ludności, że zastrzelą każdego, kto podejmie próbę jego ugaszenia. W latach następnych postępowała dalsza dewastacja budowli, m.in. marmury z jej posadzek wykorzystano do wystroju Sali Kongresowej we wznoszonym wówczas Pałacu Kultury i Nauki. Stan ogólnej degrengolady, pogłębianej działalnością szabrowników, trwał aż do późnego Gierka, kiedy to konserwatorzy zwrócili wreszcie uwagę na ten piękny zabytek, rozpoczynając w nim skromne czynności porządkowe i zabezpieczające.
Pod koniec lat 80-ych gmach wydzierżawił na 40 lat wielki pasjonat, były naukowiec Akademii Rolniczej w Poznaniu, Włodzimierz Sobiech, który za odziedziczone na Zachodzie pieniądze i wyraźnie na przekór niektórym lokalnym biurokratom postanowił przywrócić go do stanu używalności. Włodzimierz Sobiech zmarł w sierpniu 2010 roku. W sierpniu 2012 roku po zakończeniu postępowania po zmarłym dzierżawcy pałac i przyległe grunty stały się ponownie własnością gminy, która rozpoczęła remont obiektu.
24 lutego 2011
Bunkier kolejowy w Jeleniu
W miejscowości Jeleń, na południowy wschód od Tomaszowa Mazowieckiego znajduje się jeden z czterech schronów kolejowych zbudowanych przez Niemców podczas II Wojny Światowej. Drugi schron jest w Konewce a dwa kolejne na Podkarpaciu. Bunkier kolejowy w Jeleniu miał służyć jako ochrona dla specjalnych pociągów, które pełniły ruchome ośrodki dowodzenia.
Bunkry miały zostać wykorzystane podczas ataku na ZSRR. Bunkrom tym nadano kryptonim Gefechtstand "Anlage Mitte" (Stanowisko dowodzenia "Obszar wschód"). Budowę bunkrów rozpoczęto wiosną wiosną 1940r. Obiekt kompleksu w Jeleniu to żelbetowy bunkier, ma długość 355m oraz przekrój ostrołuku mającego przy podstawie szerokość 15m i wysokość 9m, w którym biegnie tor umożliwiający wjazd całego składu pociągu. Wzdłuż głównego tunelu biegnie korytarz boczny, podzielony drzwiami gazoszczelnymi na ciąg niewielkich pomieszczeń. Obok schronu kolejowego zbudowano zespół bunkry technicznych mieszczących kotłownię, urządzenia wentylacyjne i siłownię elektryczną. Obiekty te łączyły z bunkrem kolejowym trzy podziemne kanały techniczne. W skład kompleksu wchodziły również schrony mieszczące: stację pomp i uzdatniania wody, zbiornik i chłodnicę wody technologicznej. Ukończone bunkry zamaskowano przed możliwością wykrycia z powietrza, montując na stropach drewniane, kryte papą dachy, a na schronie kolejowym umocowano siatki maskujące i atrapy drzew.
Schrony nigdy nie zostały wykorzystane zgodnie z ich pierwotnym przeznaczeniem. Pod koniec 1943r. na polecenie Ministra Gospodarki Rzeszy Alberta Speera, ważne dla produkcji wojskowej zakłady zaczęto przenosić w miejsca zapewniające ochronę przed atakiem alianckiego lotnictwa. Według niemieckich planów dyslokacji obiektów przemysłowych figurują tam: obiekty w Jeleniu jako Reichbahntunnel Tomaczew kryptonim "Goldamsel" oraz w Konewce Tunnel Tomaczew-Konewka kryptonim "Huhn". W Jeleniu i Konewce utworzono filię tomaszowskich zakładów Daimler-Benz. Mieściły się tam magazyny i warsztaty gdzie demontowano uszkodzone silniki przywożone z frontu, odzyskiwano z nich części i remontowano podzespoły. W okolicy krążyły opowieści o produkcji w schronach i ich podziemiach tajnych broni. W październiku 1944r. całe wyposażenie zdemontowano i wywieziono w nieznanym kierunku wraz z częścią załogi. Po wojnie bunkry używane były do celów magazynowych przez wojsko i firmy państwowe (Centrala Rybna - Jeleń). Kilkukrotne próby penetracji obiektów mające na celu ustalenie, czy istnieją podziemne kondygnacje pod schronami i pomieszczenia w zabetonowanej części bocznego korytarza w Jeleniu nie doprowadziły do ich odnalezienia.
20 listopada 2010
MRU - Międzyrzecki Rejon Umocniony
Międzyrzecki Rejon Umocniony z niemieckiego Front Ufortyfikowany Łuku Odry i Warty (Festungsfront Oder-Warthe Bogen) – jako jeden z największych założeń obronnych w Europie, z wyjątkowymi rozwiązaniami konstrukcyjnymi oraz unikatowymi pancerzami, stanowi doskonały przykład niemieckiej sztuki fortyfikacyjnej lat 30-tych XX wieku.
Osłabione I wojną św. Niemcy zostały mocno ograniczone zakazami oraz postanowieniami Traktatu Wersalskiego oddały Francji Alzację i Lotaryngię. Niemcy zaczęły planować atak na Francję, sytuację komplikował jednak fakt, że uderzenie na sojusznika Polski spowodowałoby, że Niemcy byłyby zmuszone do walki na dwóch frontach. Z tej przyczyny już pod koniec lat 20-tych rozpoczęto budowę umocnień na wschodnich terenach Niemiec wzdłuż granicy z Polską.
Po dojściu do władzy Hitlera plany tych fortyfikacji zostały rozbudowane do 3 ogromnych systemów broniących wschodnich granic Niemiec. W latach 1934-1938 na północ od Warty budowany był Wał Pomorski (Pommernstellung), na południu Umocnienia Odry (Oderstellung), a w centralnej części, pomiędzy Wartą i Odrą – Ufortyfikowany Łuk Odry i Warty (Festungsfront Oder-Warthe Bogen – OWB), po wojnie przemianowany na Międzyrzecki Rejon Umocniony.
W dzisiejszych czasach mroczne zakamarki MRU stały się idealnym miejscem schronienia dla nietoperzy, uwielbiających warunki panujące w podziemiach systemu – stała temperatura 8-10 stopni, niezmienna wilgotność oraz mrok – przyciąga to co zimy ok. 30 000 sztuk „latających myszy”.
Oprócz ponad setki obiektów naziemnych (z ponad 300 planowanych) miała powstać także ogromna podziemna sieć korytarzy – plan ten zrealizowano w niewielkim stopniu – powstało ledwie ok. 30 km tuneli łączących ze sobą dwupoziomowe wieże pancerne, uzbrojone m.in. w miotacz płomieni, wyrzutnię granatów czy kopuły strzelnicze z km-ami połączone zostały z systemem tuneli szybami komunikacyjnymi o głębokości 15-40 metrów i dzięki temu dawały dostęp do ukrytych w podziemiach magazynów broni, jedzenia czy dworców kolejki wąskotorowej.
Pomimo tego, że system był uzbrojony i gotowy do walki, ze względu na brak przeszkolonych żołnierzy nigdy nie został tak naprawdę wykorzystany – trwające 3 dni walki nie zatrzymały pochodu sowieckiej armii.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




































































